english translate: Majczos is expecting a baby boy named Nicholas :)
happy![]() | You are viewing Log in Create a LiveJournal Account Learn more | Explore LJ: Life Entertainment Music Culture News & Politics Technology |
happy
artistic
geeky
cheerful
artistic
ditzyThe Constant was imo the best mythological eppy of the show so far and I still didn't recover from that surreal experience. Since I am totally in love with the plot and with Des&Penny epic relationship, I couldn't resist and I've made some icons asap. Oh, I almost forgot: I adore Jeremy Davis! *thud* His Dan is such a great, adorable and I must say - in some geeky way, kind of sexy - character ♥ Btw: 4x06 preview was beyond awesome! I can't wait to see The Other Woman! Anyway, enjoy:
18 Daniel Faraday
geeky
content
Comment and credit if taking.
Enjoy!
busy
ditzy
giggly
curious
blahZnacie to wspaniałe, lecz niezwykle rzadkie, uczucie spełnienia, które czasami pojawia się wraz z ostatnim zaciemnieniem kinowego, bądź telewizyjnego (komputerowego) ekranu, kiedy oczekujecie na wybicie pierwszego taktu ostatniej piosenki, ciesząc się zawczasu na wybrzmienie najmniejszego jej dźwięku? Na pewno znacie i na pewno wiecie, że jest to zjawisko coraz mniej zauważalne z roku na rok, z produkcji na produkcję. I to pewnie dlatego do kina chodzicie tylko na wielkie, monumentalne projekcje - robicie tak, bo boicie się, że każda inna (mniej monumentalna, znana, wielka, popularna etc..) historia może Was zawieść, powodując to najokropniejsze ze wszystkich poczucie tęsknoty za tymi kilkunastoma złotymi, które przecież mogliście wydać na MacDonalda, czy też za straconymi stu minutami życia, które można było poświęcić na milion innych, zwykle zaniedbywanych, rzeczy... Dlatego ja, podobnie jak Wy, tak bardzo cenię te niezwykle rzadkie uczucie spełnienia. Dzisiejszego wieczoru cenię je na tyle głęboko, że postanowiłam poświęcić jemu kilka akapitów. Poświęcić po seansie dodatkowe pół godziny na refleksję, na docenienie, pogłębienie stanu skrajnej filmowej satysfakcji, jakiego miałam dzisiaj szczęście zaznać dzięki Garden State.
Są różne gatunki filmów. Od melodramatu przez obyczaj ku komedii. Od filmów z założenia hollywoodzkich, poprzez mniej hollywoodzkie, europejskie, bollywoodzkie i takie, których w ogóle nie da się zaszufladkować. Wszystkie te filmy można jednak podzielić wedle jednego kryterium, z którego najłatwiej jest później rozdzielić je na podkryteria i kryteria podkryteriów (dla tych maniaków, którzy uwielbiają kategoryzować ofc xD). Tym głównym kryterium jest nic innego, jak po prostu - głupota. Głupota jest wszak czymś, czego nie można niezauważyć. Dlatego właśnie w nawet najbardziej zmyślnie wymyślanych historiach łapiemy się często na prostym stwierdzeniu: ten film jest głupi. Często głupimi okazują się być filmy, których wcale nie podejrzewalibyśmy o to, nawet przez pierwsze 100 minut projekcji (jak np Signs). Często głupie filmy są też z założenia głupie, ale na takie zwykle nastawiamy się dobrowolnie przed obejrzeniem (np. cykl Scary Movie). Filmy, które nie podpadają pod żadną z tych kategorii można nazwać mądrymi. Mniej lub bardziej, ale zawsze. Z mądrymi filmami też jest jednak jeden mały problem. Czasami można znaleźć wśród nich filmy tak mądre, że aż niezrozumiałe. Takie filmy nie są dobre. Mogą kłócić się ze mną wszyscy adepci sztuki filmowej, wszyscy zwolennicy kina offowego, autorskiego, w którym to zwykle kinie najczęściej można znaleźć wspomniane filmy zbyt mądre. Mogą oni wszyscy twierdzić, że film niezrozumiały dla człowieka wyposażonego w tłusty nakład inteligencji i wrażliwości jest filmem tym bardziej godnym poklasku, gdyż jest czymś unikatowym, oryginalnym, antymasowym. Według mnie ludzie ci nie robią nic innego ponad tworzenie kolejnej niszy subkulturowej, w której wszystko co dziwne jest dobre. Nie chodzi przecież o to, żeby film był zbyt mądry, ani nawet o to, żeby był czytelnie, łopatologicznie zrozumiały. Chodzi o to, żeby był odebrany. Dobry, mądry film musi wywoływać określone emocje. Genialny film wywołuje emocje nieokreślone, takie których autor nie spodziewał się wywołać, ale jakie w drodze odbioru mu się udało. Tylko filmy pozostawiające po sobie ślad są filmami godnymi zapamiętania. Takim filmem jest niewątpliwie Garden State.
Mamy, więc oto film mądry, który potrafi wywoływać emocje, ale... cóż w tym takiego dziwnego, zapytacie. Przecież jest tysiące, jak nie setki tysięcy filmów mądrych, które wywoływały w nas skrajnie różne emocje: od płaczu do śmiechu, od refleksji do nieposkromionej radości, od zadumania do stanów ekstatycznych. Ale... zastanówcie się ile tytułów z tych filmów możecie przywołać w pamięci w tej chwili? Ile razy po nie sięgacie? Czy tylko ten jeden jedyny raz w kinie? Czy również drugi raz w domu? Czy może niezliczoną ilość razy odtwarzacie je z kaset video, płyt dvd etc... Jeśli pamiętacie tytuły tych filmów i oglądacie je więcej niż kilka razy to wiecie czym różni się mądry film, który dzisiaj oglądałam od całej reszty mądrych filmów. Garden State jest filmem, który zapada w pamięć. Jest jednym z tych przeżyć, które chce się powtarzać bez końca. Jest filmem, który cieszy, który uczy, który pozwala się odprężyć, ale nie znieczula, nie usypia. I przy tym nie jest filmem sztampowym. Jest realny. Nie tak bardzo przełomowy jak np Babel, ani nie tak bardzo chwytający za serce jak Little Miss Sunshine, - jest prosty, ale w swej prostocie bardzo, ale to bardzo wyjątkowy. Takiego filmu szuka się do obejrzenia, gdy widziało się już wszystkie superprodukcje. Gdy chce się znaleźć w kinie coś więcej, niż zwyczajną rozrywkę, ale nie na tyle więcej, by poczuć się przytłoczonym. Są filmy wielkie i przełomowe, które można oglądać tylko jeden, góra dwa razy, by móc się uznać za ich całkowitego fana (jak Lot nad kukułczym gniazdem lub też Requiem for a Dream), ale nie sposób oglądać je wielokrotnie, by nie uodpornić się na ich efekt czy też popaść w jakieś psychodeliczne stany emocjonalne. Garden State poleciłabym oglądać co tydzień. To jeden z tych filmów, które zawsze będą zachwycać, zawsze będą cieszyć i zawsze będą dawać emocjonalnego kopniaczka na rozruszanie.
Garden State jest filmem o tym jak żyć, jak znaleźć to co w życiu najważniejsze, jak nie być obojętnym, jak być szczerym, jak cieszyć się z każdej chwili, z każdego przyjaciela, czy też z kogoś nieznajomego, który w 4 dni może odmienić nasze życie. Jest to również film o zrozumieniu, wybaczaniu, małych szaleństwach, którym nie powinniśmy się dziwić, ale w nich uczestniczyć. Jest filmem o rozmowie, o zwykłych - wielkich rzeczach, które często pozostają przeceniane lub niedoceniane. Jest filmem o miłości... Garden State jest po prostu jak Garden State.
Gorąco polecam również ze względu na muzykę. Trzy piosenki zuploadowałam na 4shared. Proszę się częstować, jeśli ochota:
Zero7 - In The Waiting Line
Frou Frou - Let Go
Colin Hay - I Just Don't Think I'll Ever Get Over You
Enjoy!
Btw: Wreszcie znalazłam idealny dla siebie layout! Zdziwiona tylko jestem, że z genialnym headerem Buffy - The Vampire Slayer, serialu, którego widziałam, nie wiem... jakieś 4-5 epków w sumie...? Może to znak, że trzeba się zainteresować na poważniej. Nic co wampirze nie może być mi obce! Ale najpierw Twilight, don't worry Ewczosie :)
chipper
geeky
hornyDla takich chwil, dla takich zajawek, dla takich emocji:
happy